Co nam dają opowieści?

Co nam dają opowieści?

Dotarłam w życiu do etapu, w którym nie toleruję straty czasu na działania i wrażenia, które nic mi nie dają. W ten sam sposób traktuję sztukę, a zwłaszcza literaturę, teatr i film. Jeśli artysta nie ma nic nowego do powiedzenia, a jedynie chce się pochwalić, że nadal panuje nad warsztatem, to dla mnie oglądanie takiego dzieła jest stratą czasu. Przedstawiam Wam mój wakacyjny bilans zysków i strat w dziedzinie literatury i kina.

Po męce czytania „Pamięci” Petera Nadasa, prawdziwą ulgę przyniosło mi  „Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej” Michała Rusinka. Pani Wisława towarzyszy mi od czasów liceum i nigdy mnie jeszcze nie zawiodła. Nie zawiódł mnie też jej wieloletni asystent. Dobrali się jak w korcu maku. Mimo odmiennego spojrzenia na świat i odmiennych dziwactw, mają bardzo podobne poczucie humoru. Czytam opowieści Michała Rusinka o przygodach noblistki i czuję się, jakbym była w jej towarzystwie. Od pierwszego przeczytanego wiersza uważam Szymborską za osobę niezwykłą w swym pojmowaniu i nazywaniu świata. A w listach czy opowieściach o jej codziennym życiu widać, jak niezwykła była także w swojej codzienności. Co mi dała ta lektura? Nowy podziw. Podziw dla niezłomności bycia sobą. Większość ludzi przez całe życie nagina się do przeróżnych etykiet i społecznych powinności. Szymborska posiadała wewnętrznie zakorzenioną zdolność do robienia wyłącznie tego, co akceptuje i odmawiania tego, czego nie uznaje za swoje.

“To bardzo dobre pytanie, ale nad odpowiedzią muszę się chwilę zastanowić” – mówi WS. Ponieważ dziennikarz nadal trzyma mikrofon w wyciągniętej ręce, WS uściśla: “Nie, nie odpowiem teraz. Proszę przyjść jesienią” W czasach, kiedy wszyscy powinni mieć na wszystko gotową, błyskawiczną odpowiedź – taka reakcja należy do rzadkości.

 

 

 

Ostatnio zainteresowałam się nieco designem. Dzięki temu dowiedziałam się czym w ogóle jest design, bo okazało się że mam o nim zupełnie błędne – acz dość powszechne – wyobrażenie. Stąd lektura dwóch pozycji Marcina Wichy „Jak przestałem kochać design” i „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”. Obie książki opowiadają przede wszystkim o przedmiotach i każda z nich stanowi pożegnanie bliskiej autorowi osoby. Pierwsza ojca, druga matki. Pierwsza w doskonały sposób wyjaśnia, czym jest design i z punktu widzenia tego pojęcia uczy patrzenia na przedmioty. W lekkiej formie prowadzi czytelnika przez historię designu na doskonale znanych nam z codziennego życia przedmiotach. Szczególnie oczarował mnie rozdział o klockach Lego.

 

Druga, czyli “Rzeczy, których nie wyrzuciłem”pokazuje związki człowieka z przedmiotem. Te racjonalne i irracjonalne, celowe i przypadkowe. Ale przede wszystkim opowiada o tym, jak rzeczy, pozostawione przez tych, których kochamy, nasiąkają emocjami.

„Jak przestałem kochać design” mimo swej lekkości wydała mi się nieco nierówna. Niektóre rozdziały jakby odstają od całości. Myślę jednak, że moje wrażenie wynika z faktu, że każdy z nas ma odmienne doświadczenia z designem i inny czytelnik być może wyrzuciłby mój ulubiony rozdział o Lego. Czasem drażni mnie styl autora i jego zgryźliwe poczucie humoru, którego zupełnie nie dostrzegłam w późniejszej „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”. Może różnica wynika z odmiennych relacji z ojcem i matką.

Ale jest jedna rzecz, której nie mogę wybaczyć autorowi. Chodzi mi o rodzaj podłości, której dopuścił się w Designie dwukrotnie, ubierając ją w bardzo brzydki kostium. Szkalowanie powszechnie znanych osób bez wymieniania ich nazwisk, ale w zamian opisanie ich w sposób, który  nie pozostawia wątpliwości, kim są, jest dla mnie praktyką obrzydliwą. A zarzucanie nienazwanemu Zbigniewowi Herbertowi, że okazał się agentem i grafomanem, jest po prostu ignorancją i niedojrzałością. Przypomniał mi się niesmak, z jakim czytałam „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego.

Co jeszcze dały mi lektury tego lata?

  • Podróż sentymentalną – „Lala” Jacka Dehnela i „Barbara Hulanicki” Judyty Fibiger.
  • Lekcję, jak można pisać o ptakach, żeby oczarować osobę zupełnie tematem niezainteresowaną – „Dwanaście srok za ogon” Stanisława Łubieńskiego.
  • Namacalny dowód na to, że religie są szkodliwe – „Świadek” Robert Rient.

Kino Charlie, flamingostory

W kinie miałam mniej szczęścia. François Ozon (Frantz, Podwójny kochanek) po raz kolejny udowodnił, że umie robić filmy, ale mnie ta wiedza na nic się nie przyda. Martin Provost w „Dwóch kobietach” pokazał banalną opowieść o przebaczeniu i „braterstwie”? „siostrzaństwie”? kobiet. Dlaczego nie ma żeńskiego odpowiednika tak wzniosłego słowa?

Podobał mi się fiński „Olli Mäki. Najszczęśliwszy dzień jego życia” Juho Kuosmanena o odwadze odrzucenia współczesnego etosu silnego samca, osiągającego medialny sukces, dla miłości do zwykłej dziewczyny i życia piekarza. Film czarno-biały, pozbawiony patosu i wszystkich efektów, mających na celu wyciskanie łez i innych wzruszeń, takich jak duma i determinacja. Finowie wzruszają się inaczej niż Amerykanie.

Obejrzałam też ostatni film Kasi Adamik „Amok” i jestem po raz kolejny pod wrażeniem. Świetnie skonstruowana opowieść, którą przecież i tak znamy, więc sprawna konstrukcja musi być jej siłą. Doskonale korespondujące z nią zdjęcia i muzyka. Wszystko to razem daje wrażenie zamknięcia w dusznej pułapce. Pułapce amoku. Bo amok to nie tylko tytuł grafomańskiej książki. Amok to magnes przyciągający do siebie pozornie skrajnie różnych dwóch bohaterów. Amok to przymus spełnienia własnego mitu. Mitu o męstwie, o sławie, o władzy. Każdy z bohaterów ma na to własny sposób, ale oba są wyniszczające i zgubne. Oba prowadzą do szaleństwa. Amoku.

Moje wakacyjne lektury:

  • Lala, Jacek Dehnel
  • Dwanaście srok za ogon, Stanisław Łubieński
  • Barbara Hulanicki, Judyta Fibiger
  • Nic zwyczajnego. O Wisławie Szymborskiej, Michał Rusinek
  • Jak przestałem kochać design, Marcin Wicha
  • Rzeczy, których nie wyrzuciłem, Marcin Wicha
  • Świadek, Robert Rient

Moje wakacyjne seanse filmowe:

  • Frantz, François Ozon
  • Podwójny kochanek, François Ozon
  • Dwie kobiety, Martin Provost
  • Olli Mäki. Najszczęśliwszy dzień jego życia, Juho Kuosmanen
  • Amok, Kasia Adamik

A Wy co przeczytaliście w tego lata i na czym byliście w kinie? No i co Wam to dało?

 

 

 

 



Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *