Zapomnieć o Pamięci

Zapomnieć o Pamięci

Ponad miesiąc temu pochwaliłam się moimi lekturami na czerwiec. Ze sfotografowanego zestawu z satysfakcją przeczytałam dwie pozycje i dziarsko zabrałam się za „Pamięć” Petera Nadasa (wielkości nie jednej,  lecz dwóch cegieł). W uwielbianym przeze mnie Tygodniku Kulturalnym usłyszałam, że powieść jest niekwestionowanym arcydziełem, więc mój zapał był naprawdę duży.

Nie będę rozpisywała się o trójdzielnej strukturze powieści, bo można o tym przeczytać w każdym jej internetowym opisie.

Faktycznie, jak twierdzą zafascynowani książką, tekst jest niesamowicie sensualny. Autor z prawdziwym mistrzostwem wyraża słowami ulotne odczucia najintymniejszych sfer życia swoich bohaterów. Drąży tak głęboko, że czujemy je niemal fizycznie. Wszystkie namiętności, fascynacje w relacjach z drugim człowiekiem i jego ciałem włażą nam wręcz pod skórę i wywołują reakcję. Cielesność, chuć, podniecenie, może nawet lubieżność opanowały powieść i opanowują czytelnika.

Lektura „Pamięci” bezbłędnie przywołuje wspomnienie lektur Prousta i Manna, tylko że wszystko jest mocniej, dosłowniej.

Doceniam te wszystkie walory warsztatu autora, ale… Ale męczę tę ogromnych rozmiarów powieść już dobrze ponad miesiąc,  odczuwam razem z bohaterami i niestety nie mam najważniejszego. Czego? Zadowolenia z czytania. Zyskałam jedynie niesmak, że nie dość czytam, bo do „Pamięci” mnie wcale nie ciągnie, nie tęsknie za nią, a ponieważ jest wielka i ciężka, nigdzie jej ze sobą nie zabieram.

I mam jakieś niejasne odczucie, że ktoś mnie tu karmi emocjonalną papką i wpędza w poczucie małości wobec potęgi mistrza pióra, bo nie jestem w stanie tej potęgi unieść.

Może jeszcze nie dorosłam do Nadasa, a może nigdy nie zrozumiem złożoności męskiego dorastania.

Porzucam więc te zmagania na stronie 237 (zostało jeszcze 564). Nie dobrnę do ponoć mistrzowskiego opisu demonstracji z 23 października 1956 roku. Mam to w dupie. Poczytam sobie coś innego. Nie będzie mi tu jakiś Węgier odbierał energii i poczucia zadowolenia.

Macie też takie lektury, przez które nie daliście rady przebrnąć? A może pomógł czas i powrót po kilku latach był prawdziwą przyjemnością?



Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *