Czy warto odwiedzić Łódź?

Czy warto odwiedzić Łódź?

Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest prosta.  Oczywiście, że warto. Niektórzy z Was to wiedzą, inni zapytają: „Dlaczego?”Wtedy odpowiem, że to miasto ma klimat, jakiego nie ma żadne inne w Polsce. Może i jest miastem meneli, ale menelom też musi się gdzieś dobrze żyć. A życie w Łodzi wydaje się mieć często więcej sensu i czaru niż mieszkanie i praca w stolicy.  No i jeszcze coś, co moim zdaniem, ma głęboki związek z tym właśnie klimatem. Łódź posiada co najmniej dwa fantastyczne muzea, do których zawsze, gdy tam jestem, zaglądam. Muzeum Sztuki i Centralne Muzeum Włókiennictwa. Dziś o wizycie w tym drugim. Obecnie prezentowanych jest w nim kilka bardzo interesujących wystaw.

„Bunt materii” to wystawa prezentująca wybrane prace głównie polskich twórców tkaniny unikatowej, pokazywanych na przestrzeni lat w ramach Międzynarodowego Triennale Tkaniny. Co jest w niej ciekawego? Od zawsze fascynuje mnie bardzo szerokie rozumienie pojęcia tkaniny. Bo tkanina to nie tylko – jak powszechnie się uważa –  surowiec, z którego szyje się ubrania (chociaż spojrzenie na ubranie także bardzo ciekawie ewaluuje), ale przede wszystkim  forma przestrzenna. Artystyczne wizje związane z tkaniną są czasem zaskakujące a nierzadko wstrząsające a włóknem wykorzystywanym do plecenia może stać się każde tworzywo.  Ci którzy poszukują źródeł pobudzania kreatywności, koniecznie powinni zobaczyć.

 

„Efekt ostateczny. Magazyn wzorów uszytych” jest wspomnieniem o włókienniczej Łodzi. O jej fabrykach, o ich pracownicach, o łódzkich tkaninach, które w okresie PRL-u były obiektem pożądania dla całej Polski. Dla mnie była to prawdziwa podróż sentymentalna. Oprócz pokazania „efektu ostatecznego” – tkanin sprzed ponad 30 lat (np. wg projektu Strzemińskiego), udało się także odtworzyć atmosferę zwykłego życia ówczesnego miasta włókienniczego.

  

Dwie kolejne wystawy uradują miłośników folkloru.”Czar Jawy – batik. Tradycyjne tkaniny indonezyjskie”  stanowi prezentację przepięknych, barwionych metodą batikową tkanin z Jawy, które wyglądają po prostu bajecznie w promieniach słońca wpadających przez okna muzeum.

  

„Nostalgia za Kresami. Ludowa tkanina wileńska, poleska i huculska.” Nostalgia to najwłaściwsze określenie dla uczuć towarzyszących oglądaniu barwnych huculskich kilimów, ręczników zdobionych haftami i koronkami  oraz archiwalnych zdjęć mieszkańców kresów w regionalnych strojach ludowych.

Ciekawą propozycją jest także sala poświęcona twórczości malarza Tadeusza Spruśniaka, gdzie można obejrzeć jego prace związane z designem i projektowaniem tkanin. Miłym uzupełnieniem zwiedzania jest prezent w postaci kolorowanki.

Centralne Muzeum Włókiennictwa w Łodzi posiada także swój mały skansen.  Jak to w skansenie ogląda się tu różne regionalne starocie, ale można także spotkać ludzi –  prawdziwych pasjonatów rzemiosła i rękodzieła.

Z jednym z nich pogawędziłam sobie o krawiectwie rzemieślniczym. Otrzymałam od niego naprawdę szczere życzenia wytrwania w mojej pasji do szycia. Muszą się spełnić. W innym domku ma swoją siedzibę firma LUKATO,  własnoręcznie produkująca  przepiękną biżuterię. Ja skusiłam się na kolczyki, które powstały z liści powleczonych srebrem, moja towarzyszka na pierścionek wykonany tą samą metodą, ale z okazem guzikowca zachodniego.

To była przepiękna wycieczka. Mam tylko jeden żal. Prawdopodobnie bezpowrotnie zamknięto przepiękną wystawę “Z modą przez XX w.”

W następnym poście opowiem, co ciekawego w Muzeum Sztuki w Łodzi. A Wy napiszcie, co ciekawego można obejrzeć w Polsce, jakie wystawy polecacie albo za jakimi tęsknicie.



Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *