Namiętności pomiędzy Warszawą a Zakopanem a także na Saharze oraz szalenie nudna Królowa Hiszpanii

Namiętności pomiędzy Warszawą a Zakopanem a także na Saharze oraz szalenie nudna Królowa Hiszpanii

Na tym blogu będzie też kulturalnie, ale raczej subiektywnie… Najwięcej będzie z Warszawy, bo tu mieszkam. Jeśli jednak wybiorę się w podróż, tym bardziej będę chciała opowiedzieć o tym, co widziałam, słyszałam lub czego doświadczyłam.

W tym tygodniu odwiedziłam dwie warszawskie wystawy. Na obie wstęp jest wolny.

Na pierwszej z nich byłam z Ewą (często chodzimy razem na wystawy). Relacja Warszawa – Zakopane w Królikarni  przedstawia prace artystów związanych artystycznie i życiowo z Warszawą i Zakopanem.  Możemy więc zobaczyć dzieła Witkacego i jego ojca, Stryjeńskiej i Skoczylasa, Chałubińskiego, Igora Omuleckiego i Zbigniewa Rogalskiego. Każda kolejna sala to inna dyscyplina sztuk plastycznych. Mamy salę z obrazami i grafikami, salę z rzeźbami, salę ze sztuką użytkową. Wyprawę rozpoczynamy od szkicu do Panoramy Tatr, kończymy futurystyczną rzeźbą współczesną autorstwa Henryka Burzca. Po drodze oglądamy plakaty, tkaniny drukowane z podhalańskie motywy, zabawki, naczynia a nawet czarno-białe  teledyski polskich gwiazd lat 70-ych kręconych w Zakopanem. Dla zakochanych w starym Zakopanem prawdziwa uczta. W starym, bo dzisiaj chyba “zakopianina” nie działa już jak narkotyk. W 2018 roku wystawa powędruje do Zakopanego. Może za nią pojadę pociągiem relacji Warszawa – Zakopane. Zajrzę na wystawę a potem ucieknę w góry przed turystycznym marketingiem.

W sobotę załapałam się jeszcze na ostatni dzień wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej Syrena herbem Twym zwodnicza. Zaczynamy więc od Norwida a potem wędrujemy w towarzystwie innych wybitnych twórców: Picasso, Malczewskiego, Wyczółkowskiego,  Szapocznikow,  Beksińskiego.  Mijamy różne oblicza syren: kobiecych, zwodniczych, pięknych i niebezpiecznych, ale także patronkę kibiców, syrenę-staruszkę i syrenę-chłopca. Syreny piękne, wzniosłe i syreny odstraszające a czasem wręcz kiczowate.  Każda z nich kogoś kusi, dla każdej ktoś traci serce i głowę. Wszystkie są na swój sposób piękne i zniewalające, trzeba się tylko otworzyć. A jak się otworzymy, może sobie przypomnimy, że każdy symbol niesie ze sobą wiele znaczeń, a moje indywidualne jego rozumienie, nie jest wcale jedynym słusznym.  Dla Polaków syrena może być całkiem dobrym ćwiczeniem z tolerancji, bo ma dla nas znaczenie szczególne. Już sama jego istota zakłada sprzeczność i co najmniej jego dwoistość a jak pokazuje wystawa, syrena jest obiektem nieskończenie pojemnym. Od antyku przez wszystkie wieki syrena była przedstawiana i rozumiana różnie: jako kobieta-ptak, kobieta-ryba, warszawska syrena waleczna. Sztuka pokazuje syrenę jako obiekt męskich pragnień, ale także prawdziwą (choć nieraz zaskakującą) naturę obiektu tych pragnień.  Mamy więc syrenę Starą pannę Liz Craft i rzeźbę Elmgreen & Dragset On –  aluzję do kopenhaskiej syrenki, która tutaj stała się młodym chłopcem. Chciałam napisać, że te dwa obiekty zrobiły na mnie największe wrażenie, ale zaraz potem pomyślałam, że nie stałoby się tak, gdyby nie cały kontekst, jaki stanowią wszystkie eksponaty tej wystawy, włącznie z efektami dźwiękowymi – syrenim śpiewem w wykonaniu Juliany Snapper.

We wtorek byłam w kinie, ale nie zabawiłam długo. Film się nie nadawał do… niczego. Z ekranu wiało nudą i brakiem powodów do śmiechu, mimo że widać, w których dokładnie miejscach reżyser zaplanował jego salwy. Żałość i wstyd. Czy też tak macie, że wstydzicie się za ludzkość, gdy oglądacie coś żenująco słabego? Aby oszczędzić Wam podobnych odczuć, zdradzę, że była to Królowa Hiszpanii.

Zrekompensowałam sobie to w sobotę i obejrzałam na TVP Kultura Pod osłoną nieba Bertolucciego z niezrównanymi Johnem Malkovichem i Debrą Winger. Film, który tonie w słońcu, trudnych namiętnościach i muzyce. Pełen żywiołów natury, z których najgorętszymi są ludzkie namiętności. Bohaterowie przemierzają Saharę w poszukiwaniu nowych przeżyć, natchnienia i zmiany. Los jednak daje  im nieoczekiwane doświadczenia, bardziej przerażające niż sny Porta (John Malkovich). Film jest adaptacją  powieści Paula Bowlesa, podróżnika, muzyka i pisarza, męża niezwykłej kobiety Jane Auer.

A Wy gdzie byliście? Co widzieliście? Czego słuchaliście? A może coś ciekawego czytacie…



Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *